środa, 11 grudnia 2019

Sens Świąt Bożego Narodzenia

źródło
Już niedługo cała Polska będzie przeżywała Cichą Noc, Świętą Noc. W każdym domu zabłyśnie choinka, stoły będą uginać się pod wyjątkowymi przysmakami, a my podzielimy się opłatkiem i złożymy sobie życzenia. Nie znam rodziny, która deklarowałaby, że nie przygotowuje się na Święta Bożego Narodzenia. Każdy kupuje choinkę, ryby, prezenty oraz przygotowuje uroczystą kolację, i ci wierzący i ci niewierzący, a także trzecia grupa, która przypomina sobie o Kościele zawsze w okolicy Świąt.

Jeśli już zapoznaliście się z treścią Demotywatora, to przejdźmy dalej, oto cytat z artykułu zamieszczonego na stronie Gościa Niedzielnego, dla uchwycenia pełnego kontekstu można kliknąć TUTAJ:

"Czy niewierzący mają prawo do świętowania Bożego Narodzenia po swojemu? A pewnie, że mają! Nikt im tego prawa nie zabiera. Inna rzecz, że osobiście wydaje mi się to po prostu nielogiczne. Dlaczego?

Skoro już zaczęliśmy od „bezbożnych” życzeń „Gazety Wyborczej”, posłużę się tym właśnie przykładem. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Wielkimi krokami nadchodzą urodziny redaktora Adama Michnika. Z jakiejś przyczyny postanowiłem przyjść na uroczysty bankiet, wydany na cześć jubilata. Zakładam najlepszy garnitur, kupuję prezent. Powiedzmy butelkę dobrego koniaku. W wyznaczonym dniu idę do restauracji. Wchodzę i witam się ze wszystkimi gośćmi, składam im najserdeczniejsze życzenia. W radosnej atmosferze, wśród uśmiechniętych ludzi, zajadając się wspaniałym ciastem spędzam wieczór. Wypijamy zakupiony przeze mnie koniaczek. Rozmawiam ze wszystkimi, nie zamieniam tylko słowa z solenizantem. Nawet się z nim nie witam. No i oczywiście obowiązkowo wychodzę z sali na czas uroczystego odśpiewania „Sto lat”. Którego zresztą nikt nie śpiewa, bo pozostali goście zachowują się dokładnie tak samo jak ja. Powiedzmy, że nie zgadzamy się z prezentowanymi przez jubilata poglądami, bądź nie uznajemy jego istnienia. Mamy w końcu prawo, by świętować urodziny redaktora po swojemu. To żadna hipokryzja.".

Na końcu autor artykułu dzieli niewierzących na ateistów walczących i ateistów szukających prawdy i tym ostatnim ostatecznie usprawiedliwia obchodzenie Świąt: "Bo taka postawa, choć ateistyczna, jest z gruntu uczciwa. I całkiem bliska chrześcijaństwu. Jeśli tylko taki niewierzący poszukuje dobra i Prawdy to jestem przekonany, że ją znajdzie. I niech jej szuka także w święta. Wydobywając z nich to, co widzi dobrego. Czemu nie? Być może zbierając dary, w końcu dostrzeże Dawcę - Jezusa Chrystusa.".

Dlaczego o tym wspominam... Jakiś czas temu ostatecznie i nieodwołalnie stwierdziłam, że z Kościołem jednak jest mi nie po drodze, kiedy nadeszły kolejne Święta poczułam się dziwnie pusta w środku - po co mi te wszystkie błyskotki, prezenty, dzielenie opłatkiem? Przecież Święta Bożego Narodzenia są przypisane do nauki Kościoła, bez duchowości to wszystko wydało mi się podobne do wyrzuconego na śmieci serwisu obiadowego. Przecież to wiara - myślałam - nadaje wyższy sens zbieraniu przepisów na potrawy wigilijne czy kupowaniu płyt z kolędami dołączanych do świątecznych wydań naszych gazet... Podzieliłam się swoimi rozterkami z koleżankami, o których wiedziałam, że również deklarują odejście od Kościoła i w odpowiedzi usłyszałam coś, co mnie ostatecznie uspokoiło.

Otóż dowiedziałam się, że ten grudniowy czas dla nich jest po prostu świętem rodziny, przyjaźni i bliskości, w czasie którego mogą nacieszyć się swoim towarzystwem, które również starają się uczcić poprzez wspólną kolację, wizyty w domach rodziny i przyjaciół oraz biesiadowanie. 

Myślę, że zdecydowana większość z nas wychowywała się w rodzinach, w których celebrowano Święta Bożego Narodzenia, więc czy wierzący, czy nie, lubimy tradycyjne potrawy, bo są smaczne i odświętne, lubimy też obchodzić święta, bo zimą jest szaro, ponuro i zimno, a święta to kolor, radość i blask.  A wyrzuty sumienia, że chociaż nie wierzymy, używamy symboliki przypisanej do chrześcijańskiej tradycji, też można sobie darować - ostatecznie większość tych tradycji w istocie zostały przejęte wieki temu przez Chrześcijan od pogan z różnych rejonów Europy (TUTAJ ciekawe źródło).

źródło
Dzisiaj nie widzę już niczego złego w spędzaniu tego czasu w gronie najbliższych, z choinką, prezentami, kolędami, opłatkiem i życzeniami. Moi najbliżsi  tak chcą i to jest dla mnie najważniejsze, równie ważne jest też to, że jestem świadoma swojej postawy i całkowicie ją akceptuję. Wiem, że ten tekst może wywołać poruszenie, ale właśnie o to poruszenie chodzi. Wiele rzeczy robimy bez zastanowienia, bo tak robiło się od zawsze, a to nie są najlepsze pobudki. Może warto zapytać siebie dlaczego np. urządzam Święta Bożego Narodzenia z całą religijna otoczką, chociaż przez pół roku nie byłam w kościele (czyli tak gdzieś od Świąt Wielkanocnych) i na co dzień nie przejmuję się naukami Kościoła. Krótki przykład: 
Inna znajoma, która z kolei była zadeklarowaną katoliczką, przyszła wzburzona do pracy. Ksiądz przyszedł po kolędzie i objechał ją i jej chłopaka, że mieszkają razem bez ślubu. Jak on tak mógł. Ano mógł. Skoro jesteś w Kościele, to godzisz się na jego zasady, a już w szczególności na tę o czystości przedmałżeńskiej i rozpusta księży absolutnie nie stanowi usprawiedliwienia. Tak samo rzecz ma się z innymi zasadami. A może jednak warto określić jednoznacznie w co wierzymy i nie pozostawać w rozkroku, a w szerszym aspekcie po prostu mieć świadomość samego siebie? 

A reasumując, powiem tak. Do dowolnego przeżywania Świąt prawo mają wszyscy, a odbieranie tego prawa komukolwiek nie świadczy ani o miłości do bliźniego, ani o szacunku do drugiego człowieka. Jedni z nas przeżywają w tym czasie religijne uniesienia, inni świętują w zupełnie niereligijnym kontekście. Ważne,  by wzajemnie sobie w tym nie przeszkadzać i spędzić ten czas w zgodzie ze swoim sumieniem i w atmosferze absolutnej miłości.