niedziela, 19 marca 2017

Jesteśmy częścią natury - antybiotyk pradziadka

Mamy XXI wiek - cywilizacja wkroczyła do każdej miejscowości, do każdego domu w naszym kraju. Oczywiście są wyjątki, są też ludzie, którzy nie dają się zwariować, jednak dzień wielu z nas wygląda podobnie: rano pobudka, szybki prysznic i szykowanie się do pracy, później zwykle 8-godzinna praca. Po pracy szybkie zakupy w markecie, szybka obiado-kolacja, ogarnięcie spraw domowych, telewizor czy  komputer, może chwila z książką i sen.

Jeśli ktoś uprawia jakąś aktywność fizyczną, to zwykle w siłowni czy w domu, ćwicząc przy włączonym filmiku na YT. Mamy mnóstwo urządzeń, które powinny ułatwiać nam życie, dzięki którym powinniśmy mieć więcej wolnego czasu, ale czy rzeczywiście tak się dzieje? Można zaryzykować powiedzenie, że im więcej cywilizacji w naszym życiu, tym mniej mamy czasu na wypoczynek, a natura zaczyna nas nudzić, a nawet przerażać (bo cicho, nic się nie dzieje, nie ma zasięgu i w ogóle nudy, komary i inne robactwo).

Zabiegani, zmęczeni i coraz bardziej uzależnieni od dóbr materialnych tracimy równowagę, którą mieliśmy w sobie od urodzenia, a która jest stale obecna w naturze: pory roku zmieniają się, noc przeplata się z dniem, dyktując rytm dla wszystkiego co żyje, jedno się rodzi, drugie umiera...

Myślę, że jedną z cech wspólnych wszystkich osób poszukujących "czegoś więcej", jest przekonanie, że jesteśmy częścią natury. Takie osoby podświadomie czują, że oddalając się od natury, tracą równowagę, dlatego uwielbiają wpatrywać się w ogień czy w niebo, przebywać wśród drzew (czy nawet przytulać się do nich), słuchać śpiewu ptaków i chodzić boso. Dbają jak mogą o środowisko naturalne naturalne, dobrze jedzą i dbają o to, by żyć zgodnie z naturalnym rytmem dobowym i rocznym.

Osoby zajmujące się magią zawsze mocno związane są z naturą, mają z nią ścisły kontakt, wszak magia opiera się na wykorzystaniu mocy czterech żywiołów: wody, ognia, powietrza i ziemi. Żeby skutecznie "czarować" należy współpracować z tymi żywiołami. Ponadto, takie osoby, zarówno w praktyce magicznej (i nie tylko), używają ziół, naturalnych kamieni, świec z wosku pszczelego oraz najchętniej otaczają się przedmiotami wykonanymi z naturalnych surowców, a chemii zwykle unikają, jeśli tylko mają taką okazję. Można powiedzieć, że charakteryzują się proekologiczną postawą na co dzień. A-ha, i kochają zwierzęta, przy czym często deklarują, że nie jedzą mięsa (co udało mi się zaobserwować w iluś-tam przypadkach).

Tutaj przypomina mi się  żartobliwy tekst, który przeczytałam na blogu "Po zmierzchu przed świtem", noszący tytuł "Jak poznać, że twoja partnerka jest czarownicą ;P":
"
  • ubiera się na czarno bądź dziwacznie (odbiegając przy tym od normy);
  • mamrocze pod nosem przygotowując posiłki, robiąc różne dziwne wygibasy i gesty ręką;
  • na spacerze zbiera patyczki, liście, kamienie;
  • nosi brzęczące bransoletki z tajemniczymi symbolami;
  • ma kota, albo nawet dwa, na spacerze zwierzęta podchodzą do niej, ptaki towarzyszą w drodze;
  • w łazience ma pełno tajemniczych słoiczków, maści, olejków, mydełek, świec w różnych kolorach;
  • w czasie burzy nie chowa się pod kocem, wręcz przeciwnie, jak zahipnotyzowana patrzy na zjawisko;
  • jak ją dotykasz przechodzi cię prąd;
  • wszędzie robią jej się węzły (symbol czarownic), na kablu od odkurzacza, ładowarkach, sznurówkach;
  • zamyka się w swoim pokoju / kąciku robiąc tajemnicze rzeczy;
  • ogólnie jest tajemnicza, uśmiecha się jak kot... czasem jest milusia ale też potrafi pokazać pazurki;
  • zawsze wie jaka jest faza księżyca;
  • biega po domu z kadzidełkiem, okadzając wszystkie kąty."
I jak to wygląda u Was?... ;-)

...Wracamy do tematu, a właściwie - kończymy go:
Z oddaleniem od natury zwykle wiążą się nasze kłopoty zdrowotne i nadmierna nerwowość czy depresje, przy czym nie serwuję tu wyroków, co do podstaw chorób u poszczególnych osób, (te mogą być bardzo złożone), a po prostu twierdzę, że osoby mające częsty kontakt z naturą zwykle są w lepszym stanie psychicznym i fizycznym, a także mają lepszą odporność niż zaprzęgnięci w cywilizacyjny kierat ich rówieśnicy.

Słabsza odporność daje w kość szczególnie w okresach przejściowych: przed nadejściem wiosny i podczas pierwszych chłodów jesiennych. W tym czasie warto wspomagać się naturalnymi specyfikami, takimi jak antybiotyk pradziadka. Jeśli będziemy tę miksturę regularnie łykać, nasza odporność wzrośnie, a jeśli już zachorowaliśmy, to po prostu należy zwiększyć jej dawki. A oto przepis - jeden z wielu, ale chyba o najbogatszym składzie - właśnie taką miksturę zrobiłam sobie przed nadejściem tegorocznej wiosny i grzecznie łykam. Na razie jestem z efektów jej działania zadowolona.

ANTYBIOTYK PRADZIADKA:

  • 25 ząbków jędrnego czosnku;
  • 0,5 szklanki świeżo wyciśniętego soku z imbiru;
  • 0,5 szklanki soku z cytryny;
  • szklanka miodu;
  • szklanka ekologicznego octu jabłkowego.
Korzeń imbiru obierz, pokrój na kawałki i wrzuć do sokowirówki. Czosnek obierz, ząbki przekrój na pół. Włóż do blendera: sok z imbiru i cytryny, czosnek, ocet jabłkowy, miód oraz szczyptę pieprzu cayenne. Zblenduj na gładką masę. Przelej do ciemnego słoika i włóż do lodówki na 5 dni. 
Jeśli przeszkadza ci zbyt gęsta konsystencja, możesz odcisnąć miksturę przez gęstą gazę.
Antybiotyk pradziadka nie jest wskazany dla kobiet w ciąży - rozkurcza mięśnie macicy!

JAK ZAŻYWAĆ:
  • by wzmocnić odporność i dodać sobie sił witalnych, wystarczą 2 łyżeczki rozpuszczone w wodzie, wypite rano na czczo;
  • gdy już dopadnie cię infekcja, pij 3 - 4 razy dziennie po łyżeczce rozpuszczonej w szklance wody, pierwszy raz również na czczo;
  • na sercowe dolegliwości lepiej zaczynać od mniejszych dawek, np. 2 razy dziennie po pół łyżeczki, następnego dnia 3 razy, a kolejnego - 4 razy.
Przepis pochodzi z Gwiazdy mówią, a oto moje uwagi:
- nie wiem jakie macie sokowirówki, ale w mojej trudno jest zrobić sok z imbiru, lepsza byłaby wyciskarka, stąd kawałek imbiru po prostu zblendowałam z resztą składników;
- moja mama ma przepis na bardzo podobną miksturę, złożoną z miodu, soku z cytryny i czosnku, wg jej przepisu mikstura ma "dojrzewać" przez 10 dni, w tym czasie należy ją codziennie mieszać, pomyślałam, że to mieszanie to dobry pomysł...;
- może jednak i 10 dni to również dobry pomysł, gdyż zauważyłam, że po takim okresie składniki zaczynają opadać na dno;
- zrobiłam miksturę w jasnym słoju, ponieważ i tak przechowuję ją w lodówce, gdzie przecież zwykle jest ciemno, natomiast w przepisie brak jest zalecenia, co do przechowywania, mama trzyma swoją w szafce kuchennej i twierdzi, że nigdy się jeszcze nie zepsuła z tego powodu.

Oczywiście, takie metody leczenia są szczególnie odpowiednie dla osób magicznych! ;-)