niedziela, 19 marca 2017

Jesteśmy częścią natury - antybiotyk pradziadka

Mamy XXI wiek - cywilizacja wkroczyła do każdej miejscowości, do każdego domu w naszym kraju. Oczywiście są wyjątki, są też ludzie, którzy nie dają się zwariować, jednak dzień wielu z nas wygląda podobnie: rano pobudka, szybki prysznic i szykowanie się do pracy, później zwykle 8-godzinna praca. Po pracy szybkie zakupy w markecie, szybka obiado-kolacja, ogarnięcie spraw domowych, telewizor czy  komputer, może chwila z książką i sen.

Jeśli ktoś uprawia jakąś aktywność fizyczną, to zwykle w siłowni czy w domu, ćwicząc przy włączonym filmiku na YT. Mamy mnóstwo urządzeń, które powinny ułatwiać nam życie, dzięki którym powinniśmy mieć więcej wolnego czasu, ale czy rzeczywiście tak się dzieje? Można zaryzykować powiedzenie, że im więcej cywilizacji w naszym życiu, tym mniej mamy czasu na wypoczynek, a natura zaczyna nas nudzić, a nawet przerażać (bo cicho, nic się nie dzieje, nie ma zasięgu i w ogóle nudy, komary i inne robactwo).

Zabiegani, zmęczeni i coraz bardziej uzależnieni od dóbr materialnych tracimy równowagę, którą mieliśmy w sobie od urodzenia, a która jest stale obecna w naturze: pory roku zmieniają się, noc przeplata się z dniem, dyktując rytm dla wszystkiego co żyje, jedno się rodzi, drugie umiera...

Myślę, że jedną z cech wspólnych wszystkich osób poszukujących "czegoś więcej", jest przekonanie, że jesteśmy częścią natury. Takie osoby podświadomie czują, że oddalając się od natury, tracą równowagę, dlatego uwielbiają wpatrywać się w ogień czy w niebo, przebywać wśród drzew (czy nawet przytulać się do nich), słuchać śpiewu ptaków i chodzić boso. Dbają jak mogą o środowisko naturalne naturalne, dobrze jedzą i dbają o to, by żyć zgodnie z naturalnym rytmem dobowym i rocznym.

Osoby zajmujące się magią zawsze mocno związane są z naturą, mają z nią ścisły kontakt, wszak magia opiera się na wykorzystaniu mocy czterech żywiołów: wody, ognia, powietrza i ziemi. Żeby skutecznie "czarować" należy współpracować z tymi żywiołami. Ponadto, takie osoby, zarówno w praktyce magicznej (i nie tylko), używają ziół, naturalnych kamieni, świec z wosku pszczelego oraz najchętniej otaczają się przedmiotami wykonanymi z naturalnych surowców, a chemii zwykle unikają, jeśli tylko mają taką okazję. Można powiedzieć, że charakteryzują się proekologiczną postawą na co dzień. A-ha, i kochają zwierzęta, przy czym często deklarują, że nie jedzą mięsa (co udało mi się zaobserwować w iluś-tam przypadkach).

Tutaj przypomina mi się  żartobliwy tekst, który przeczytałam na blogu "Po zmierzchu przed świtem", noszący tytuł "Jak poznać, że twoja partnerka jest czarownicą ;P":
"
  • ubiera się na czarno bądź dziwacznie (odbiegając przy tym od normy);
  • mamrocze pod nosem przygotowując posiłki, robiąc różne dziwne wygibasy i gesty ręką;
  • na spacerze zbiera patyczki, liście, kamienie;
  • nosi brzęczące bransoletki z tajemniczymi symbolami;
  • ma kota, albo nawet dwa, na spacerze zwierzęta podchodzą do niej, ptaki towarzyszą w drodze;
  • w łazience ma pełno tajemniczych słoiczków, maści, olejków, mydełek, świec w różnych kolorach;
  • w czasie burzy nie chowa się pod kocem, wręcz przeciwnie, jak zahipnotyzowana patrzy na zjawisko;
  • jak ją dotykasz przechodzi cię prąd;
  • wszędzie robią jej się węzły (symbol czarownic), na kablu od odkurzacza, ładowarkach, sznurówkach;
  • zamyka się w swoim pokoju / kąciku robiąc tajemnicze rzeczy;
  • ogólnie jest tajemnicza, uśmiecha się jak kot... czasem jest milusia ale też potrafi pokazać pazurki;
  • zawsze wie jaka jest faza księżyca;
  • biega po domu z kadzidełkiem, okadzając wszystkie kąty."
I jak to wygląda u Was?... ;-)

...Wracamy do tematu, a właściwie - kończymy go:
Z oddaleniem od natury zwykle wiążą się nasze kłopoty zdrowotne i nadmierna nerwowość czy depresje, przy czym nie serwuję tu wyroków, co do podstaw chorób u poszczególnych osób, (te mogą być bardzo złożone), a po prostu twierdzę, że osoby mające częsty kontakt z naturą zwykle są w lepszym stanie psychicznym i fizycznym, a także mają lepszą odporność niż zaprzęgnięci w cywilizacyjny kierat ich rówieśnicy.

Słabsza odporność daje w kość szczególnie w okresach przejściowych: przed nadejściem wiosny i podczas pierwszych chłodów jesiennych. W tym czasie warto wspomagać się naturalnymi specyfikami, takimi jak antybiotyk pradziadka. Jeśli będziemy tę miksturę regularnie łykać, nasza odporność wzrośnie, a jeśli już zachorowaliśmy, to po prostu należy zwiększyć jej dawki. A oto przepis - jeden z wielu, ale chyba o najbogatszym składzie - właśnie taką miksturę zrobiłam sobie przed nadejściem tegorocznej wiosny i grzecznie łykam. Na razie jestem z efektów jej działania zadowolona.

ANTYBIOTYK PRADZIADKA:

  • 25 ząbków jędrnego czosnku;
  • 0,5 szklanki świeżo wyciśniętego soku z imbiru;
  • 0,5 szklanki soku z cytryny;
  • szklanka miodu;
  • szklanka ekologicznego octu jabłkowego.
Korzeń imbiru obierz, pokrój na kawałki i wrzuć do sokowirówki. Czosnek obierz, ząbki przekrój na pół. Włóż do blendera: sok z imbiru i cytryny, czosnek, ocet jabłkowy, miód oraz szczyptę pieprzu cayenne. Zblenduj na gładką masę. Przelej do ciemnego słoika i włóż do lodówki na 5 dni. 
Jeśli przeszkadza ci zbyt gęsta konsystencja, możesz odcisnąć miksturę przez gęstą gazę.
Antybiotyk pradziadka nie jest wskazany dla kobiet w ciąży - rozkurcza mięśnie macicy!

JAK ZAŻYWAĆ:
  • by wzmocnić odporność i dodać sobie sił witalnych, wystarczą 2 łyżeczki rozpuszczone w wodzie, wypite rano na czczo;
  • gdy już dopadnie cię infekcja, pij 3 - 4 razy dziennie po łyżeczce rozpuszczonej w szklance wody, pierwszy raz również na czczo;
  • na sercowe dolegliwości lepiej zaczynać od mniejszych dawek, np. 2 razy dziennie po pół łyżeczki, następnego dnia 3 razy, a kolejnego - 4 razy.
Przepis pochodzi z Gwiazdy mówią, a oto moje uwagi:
- nie wiem jakie macie sokowirówki, ale w mojej trudno jest zrobić sok z imbiru, lepsza byłaby wyciskarka, stąd kawałek imbiru po prostu zblendowałam z resztą składników;
- moja mama ma przepis na bardzo podobną miksturę, złożoną z miodu, soku z cytryny i czosnku, wg jej przepisu mikstura ma "dojrzewać" przez 10 dni, w tym czasie należy ją codziennie mieszać, pomyślałam, że to mieszanie to dobry pomysł...;
- może jednak i 10 dni to również dobry pomysł, gdyż zauważyłam, że po takim okresie składniki zaczynają opadać na dno;
- zrobiłam miksturę w jasnym słoju, ponieważ i tak przechowuję ją w lodówce, gdzie przecież zwykle jest ciemno, natomiast w przepisie brak jest zalecenia, co do przechowywania, mama trzyma swoją w szafce kuchennej i twierdzi, że nigdy się jeszcze nie zepsuła z tego powodu.

Oczywiście, takie metody leczenia są szczególnie odpowiednie dla osób magicznych! ;-)

54 komentarze:

  1. Bardzo dobry jest ten skład mikstury. Natura maska nas niespodzianki. Przekonałam się, kiedy wyłączyłam kaszel gotowaną marchewką z imbirem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam przepisu na marchewkę z imbirem :-( swój uporczywy kaszel z kolei leczyłam herbatką z majeranku.

      Usuń
  2. To ja Gaju mam coś z czarownicy, bo na szlaku bardzo często towarzyszą mi ptaki. ;) .
    Mikstura bardzo ciekawa, warto wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat dobra na nią pora, bo do lata i ciepłych dni jakoś mi ten intensywny aromat nie pasuje. A mnie kotki lubią (chyba każdego obcego kota potrafię przekupić), za to psy raczej nie, zazwyczaj mnie obszczekują i mam wrażenie, że chętnie by mnie skubnęły w kostkę :-(

      Usuń
  3. Wszystkie cechy czarownicy się u mnie zgadzają, tylko nie ubieram się na czarno:) Przyrodę zawsze doceniam bo przede wszystkim poprawia nam polaryzacje . Właśnie zaraz wybieram się do ogrodu sadzić pierwsze bratki. Uwielbiam kontakt z ziemią i naturą poprawia mi humor i się wyciszam. Miksturę robię w wyciskarce, łatwiej jest uzyskać sok z imbiru i czosnku. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym ubieraniem się na czarno to wg mnie lekka przesada ;-) Ale jeśli ktoś lubi... Ja właśnie wyciskarki sobie nie kupiłam, ale z samym blenderem też da rady, tyle, że wtedy jest mocno zawiesista (jak widać na obrazku). To jednak nie odbiera jej właściwości, tak myślę :-)

      Usuń
  4. Owszem, kilka cech czarownicy znajduję u siebie, (miałam nawet kota przez prawie 10 lat - białego..). A natura i cywilizacja...No cóż...Zawsze mieszkałam w mieście lub miasteczku. Gdy jadę na moją "Żukowszczyznę", wkraczam w inny świat. Spokój, równowaga, cisza... Towarzysze-ptaki, sarenka w poblizu. Zachłystuję się naturą i ładuję akumulatory. A po kilku dniach...brakuje mi zasięgu i wifi.... Są tez momenty, gdy marzy mi się, by osiąść tam na stałe. Ale też wiem, że po kilku tygodniach, może miesiącach, zatęskniłabym za moim miastem...Tak więc - próbuję budować sobie moją własną równowagę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że masz rację - można złapać równowagę nie tylko na wsi oczywiście. Miałam na myśli takie osoby, które autentycznie nie lubią przebywać na łonie natury i stronią od niej. Myślę, że każda skrajność jest w pewnym sensie szkodliwa, zamyka nas na nowe doznania. Na mojej wsi, gdzie za jakiś czas się przeprowadzę jest wifi i zasięg - i całe szczęście! ;-)

      Usuń
  5. Hihi.. czarownica na pewno nie jestem :-) bo malo mam jej cech. Malo mi tej natury, chociaz mieszkam na wsi. Mnie "zabija" pospiech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pośpiechu szczerze nie cierpię, to bardzo stresujące tak ciągle się spieszyć, a długotrwały stres, hmm... wiadomo. Czasami tak się to życie układa, że idzie zwariować. Ale kiedyś dzieci dorosną i wtedy będziesz miała duuużo wolnego czasu, tak jak ja. Tyle, że obecnie jakoś wszystko wolniej mi idzie, więc prawie na to samo wychodzi ;-)

      Usuń
  6. Mamroczę do siebie podczas gotowania :) Chyba każdy z nas ma w sobie odrobinę magii. Kłopot tylko w tym, żeby dostrzec i wykorzystać. Czuję magię będąc w lesie. Każdy odgłos, czy to śpiew ptaków, czy te szum drzew, sprawia, że się wyciszam i delektuję . :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się twierdzi, że każdy, ale z obserwacji wynika, że jakaś część z nas zdecydowanie to wypiera, kojarzy wyłącznie z ciemnotą i zabobonami. Dlatego raczej nie warto odsłaniać się do końca przed każdym ;-) Ja też w lesie tak się czuję. Na starym blogu pisałam o przytulaniu drzew, już wkrótce będzie można to robić. Zimą sosny były dobre na bliski kontakt.

      Usuń
  7. Podobno takie domowe antybiotyki są bardzo skuteczne, ale sama jeszcze nie próbowałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są skuteczne, ale działają trochę wolniej niż te apteczne. Za to są bezpieczne i można je brać by wzmocnić odporność, a apteczne przecież nas osłabiają. Od dłuższego już czasu kręcę się wokół metod naturalnych i mam swoje typy na różne dolegliwości. Moim zdaniem czosnek naprawdę działa, jednak ten zapach... Mikstura na szczęście nie czyni z nas osoby zapowietrzonej, pytałam w pracy, podobno nieprzyjemnej woni nie wydzielam ;-)

      Usuń
  8. Właśnie zdałam sobie sprawę, że mam zadatki na dobrą czarownicę:) W wielu punktach opis do mnie pasuje. Uciekam od chemii, tęsknię za naturą, kopię prądem czasami i wiele innych punktów się zgadza, z wyjątkiem tej czerni. No ale to chyba przez żałobę, którą nosiłam przestałam lubić ten kolor. Wyjątkiem są też bransoletki, których nie lubię. Inne rzeczy do mnie pasują, nawet te wężły na kablach:) Antybiotyk domowy fajny, ale ja nie bardzo toleruję czosnek. Robiłam kiedyś podobną miksturę na wzmocnienie. Może kiedyś zrobię znowu i pokażę na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa sprawa z tym kopaniem prądem. U mnie dziwna sprawa, bo kopię wyłącznie w pracy, ale za to bardzo silnie. Kopię nie tylko w zetknięciu z metalem, ale też, kiedy podaję komuś rękę. Niektóre kopnięcia są nawet dość bolesne, czuję je aż w łokciu. W domu nie mam takich objawów. Dziewczyny z pracy próbowały to tłumaczyć, że niby sztuczne ubrania, podeszwy butów, ale zapytałam ich, jak jest z ich ubraniami. Przecież dzisiaj to normalne, że nosimy ubrania z różnymi domieszkami prawie wszyscy, buty też kupujemy w tej samej klasy sklepach. W internecie też nie znalazłam wytłumaczenia, które byłoby proste. Znalazłam jakieś rady, żeby się uziemiać.

      Usuń
  9. Naturze należy się bezwzględny szacunek i pokora wobec jej potęgi. W przeciwnym razie sami sobie piłujemy gałąź na której siedzimy. Wszelkie mikstury jak najbardziej wskazane, ta jest bardzo dobra, ilość składników i czas dojrzewania można modyfikować. Wiosenne pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga - szacunek i pokora. Tego trochę brakuje. Wczoraj szłam sobie spacerkiem przez takie tam nie zagospodarowane działki do domu. W pierwszej chwili ucieszyłam się z przestrzeni, drzew, śpiewu ptaków, potem mój wzrok powędrował w dół na ziemię i mina mi zrzedła. Całe hektary pokryte szkłem, plastikiem, papierem, wszelakim badziewiem typu niechciana kanapa. Boże, co za kraj, co za ludzie :-( Co można zrobić? Przecież w pojedynkę nie ruszę do sprzątania całego świata, takie powierzchnie to trzeba by jakoś systemowo... To tylko jeden mały aspekt braku szacunku.

      Usuń
  10. Ciekawy przepis! Wiesz co, sam korzeń imbiru można zblendować - z tej pulpy potem łatwo jest wycisnąć sok. Co do kontaktu z naturą to na pewno wpływa na nas pozytywnie. Odkąd na stałe mieszkam w mieście łatwiej u mnie o przemęczenie i chandrę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też ruch miejski stresuje, tak naprawdę to dużo hałasu i bodźców różnego rodzaju. Ja mam szczęście, bo mieszkam w bloku, ale w taki sielskim zakątku, że nawet dzikie zwierzęta podchodzą, można spotkać sarny, zające, bażanty. Niestety, jak komentarzu wyżej napisałam, ludzie okropnie śmiecą i to naprawdę psuje harmonię natury, której dużo dookoła.

      Usuń
  11. Nie wiem, jak inni, ale ja zauważam w sobie czarownicę:
    - zwierzęta do mnie lgną
    - nie boję się burzy, tylko ją obserwuję
    - węzły robią mi się nawet na tasiemce na klucze
    - nie choruję (w ogóle) - może to przez te tajemne moce ;)

    Serdeczności ślę, życząc miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i wzajemnie :-) Też lubię obserwować burzę, jednak tylko zza szyby. A pioruny wcale nie są takie bezpieczne, mam też domek na wsi i tam burza wygląda dla mnie zupełnie inaczej niż ta oglądana zza szyby mieszkania w bloku. Burza na wsi bywa naprawdę majestatyczna i budząca grozę, nie raz potrafi narozrabiać: spalić, zniszczyć urządzenia elektryczne, trafić piorunem w człowieka, który zignorował niebezpieczeństwo, albo po prostu nie zdążył przed burzą do domu. Na wsi burza to prawdziwy żywioł (moim skromnym zdaniem)... W bloku czuję się natomiast zupełnie bezpiecznie w czasie burzy, często bloki zasłaniają część spektaklu ;-)

      Usuń
  12. Super przepis. Zapisze sobie. Co do tego zabiegania - masz rację. Im więcej udogodnień tym mniej czasu na zwyczajne międzyludzkie kontakty. Moja mama gotowała ręczniki i pościel w wielkim garze na piecu i w tym czasie można było porozmawiać , albo w maglu np. Pogadać z sąsiadkami a dzieci w tym czasie razem na podwórku sie bawiły. Nie wspomnę juz o niedzielnych wzajemnych odwiedzinach bez uprzedzenia ... echhh teraz wszystko robi sie samo a ludzie biegają coraz szybciej i na nic czasu nie mają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nawet na wsi, gdzie mieszka moja mama, a gdzie i ja wkrótce się przeprowadzam, rzadko kto wpada do siebie na ploteczki bez uprzedzenia (mam na myśli młodsze pokolenie niż to, które reprezentuje mama). Zwyczajnie każdy jest ciągle czymś zajęty, jeżdżą do pracy do miasta, często i za granicę. I to jest dziwne, bo kiedyś też była konieczność pracy, przecież manna z nieba nie spadała. Takie zabiegane czasy. Pogaduchy są czy nie ma - co kto lubi, ważne, żeby człowiek miał czas pobyć też sam ze sobą, odpocząć, zrelaksować się, wyluzować, dowiedzieć się, czego naprawdę chce, co czuje, żeby to życie, to nie była jakaś piekarnia, w wiecznym biegu :-)

      Usuń
  13. Ciekawy ten przepis, zachowam sobie, bo myślę, że się przyda. Widzisz, mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach człowiek wręcz boi się natury - a z drugiej strony, desperacko szuka z nią kontaktu - chociażby trawniki na dachach wieżowców korporacyjnych, gdzie można pochodzić boso po trawie. Od jakiegoś czasu obserwuję na moim osiedlu starszą Panią, która rozmawia z drzewami - to dopiero chęć poznania natury!
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może boi się dzikiej natury, co innego ta oswojona, na dachu: trawniczek równo przycięty, drzewka w idealnym kształcie, wszelkie robale wytrute. Takiej opcji też nie możemy wykluczać :-)

      Usuń
  14. Wreszcie mogę coś Twojego przeczytać. Masz racje zamknęliśmy się na relacje między ludzkie. Wolimy komunikatory od pogadania face to face. Dziwne to się stało. Kiedyś na PRLu można nawet w kolejce było pogadać, a teraz każdy się patrzy w ekran telefonu i udaje, że otaczająca rzeczywistość go nie dotyczy. Bardzo smutne.
    Ja niestety z antybiotyku nie skorzystam, bo u mnie czosnek wywołuje migrenę. Wole jednak być przeziębiona niż konać przez kilka dni. Ja mam przepis na rosołek z prawdziwej kury, który stawia na nogi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko piszę, ale na starym blogu pisałam częściej i robiłam bokami ze zmęczenia, a chyba nie warto tak się spalać... Rosołek jak najbardziej! - dawno już nie gotowałam, zwyczajnie o nim zapomniałam :-)

      Usuń
  15. O matko! Poza kadzidełkiem, którego nie używam i brakiem kotów, większość rzeczy świadczy o tym, że jestem czarownicą. ;-)
    A co do lekarstwa to czosnek jest naturalnym antybiotykiem, miód i imbir działa antyseptycznie, więc mieszanka może zdziałać cuda :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzeba się mieć na baczności, takie czasy, że nie wiadomo, czy się bać ;-) (musiałam wbić szpilę systemowi, musiałam! sorry).

      Usuń
  16. Świetny wpis Gaju. Z czarownicy mam prawie wszystko, tylko kota w tej chwili mi brak;) Z naturą mogłabym się nie rozstawać. Kiedyś czytałam, że człowiek bez bezpośredniego kontaktu z naturą może przebywać do trzech miesięcy, potem zaczynają się różne zaburzenia fizyczne i psychiczne. Supełki na kablach są ok, a jeszcze dowiedziałam się że kody kreskowe należy czarnym mazakiem przekreślić jedną linią, zwłaszcza te na zywności,bo wydzielają dla nas jakieś "be". Przepis na antybiotyk bardzo dobry, wzmacniający organizm. Swoją drogą ja nie choruję wcale i w zasadzie nic nie zażywam, oprócz życzenia sobie zdrowia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kota i mi brakuje :-( Zawsze miałam koty, mimo, że mąż średnio je akceptował. Potem nasza ostatnia kotka zginęła, a mąż kupił skórzaną kanapę i powiedział, że kot na pewno ją zniszczy, a zresztą ja czasami wyjeżdżam, a on nie chce go pilnować. I sama rozumiesz. Ale nadzieja na kota jest. Myślę, ze w ciągu 3-4 lat już na 100-wę przeprowadzę się na wieś, a wtedy od razu biorę kota.

      Usuń
    2. To masz z mężem podobnie, jak ja. Tyle, że ja mam kota - kotkę od 14 lat, którą mąż zaledwie toleruje. Mieszkamy na wsi, więc kotka ma dużo przestrzeni.I gdy wyjadę, to mąż o kotkę zadba ( nie zagłodzi jej). A kanapę ze skóry wyperswadowałam mężowi ostatnio.

      Usuń
  17. Tylko jednego punktu nie spełniam, o fazach księzyca, a reszta się zgadza - jestem czarownicą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To witaj w klubie ;-) A z tymi fazami to i mi opornie idzie, ciągle umykają z pamięci. Udało mi się zapamiętać, że jutro nów w Baranie, więc idealna pora by podjąć trud zrzucania zimowego sadła. W ogóle dobry czas na plany, robienie mapy marzeń.

      Usuń
  18. Wygląda na to Gaju, że oddaliłam się od natury, bo jakoś do siebie dojść nie mogę po kolejnej infekcji. Szczerze mówiąc - zgadzam się z twoja diagnozą, choć jak wiesz deklarowałam, że twardo stąpam po ziemi i magii nie czuję. zaczynam zmieniać zdanie, czytając twoje posty. pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W żadnym wypadku nie zamierzam nikogo "nawracać" :-) - po prostu mam taki plan, żeby na tym blogu magię trochę oswoić dla wszystkich i dlatego cieszę się z takich komentarzy, jak Twój. Pozdrawiam!

      Usuń
  19. To co piszesz to niestety prawda :( teraz to pieniądz nami rządzi czy tego chcemy czy nie, jeżeli mamy taką prace, że jesteśmy w stanie utrzymać rodzinę to jeszcze nie jest najgorzej. Ale, gdy musimy wiązać koniec z końcem to dopiero tragedia - żyjemy w ciągłym lęku, stresie, ciągle się obawiamy czy nam starczy na wszystko. Przez to nie dostrzegamy tego piękna wokół, nie dosypiamy, nie dojadamy, wracamy przemęczeni, zasmuceni - idealna droga do choroby;( Są też i tacy, którzy żyją godnie i mogliby odpuścić, ale gdzie tam, chciwość posiadania "więcej i więcej" jest wazniejsza niż zdrowie, rodzina, odpoczynek. Jednak jeżeli odetniemy się od natury, której jesteśmy nierozerwalną częścią, to każda droga zaprowadzi nas do nikąd.

    A taki antybiotyk na pewno daje powera! :) Ja codziennie pije miod z cytryną i imbirem. Musze sobie przygotowac taką miksturę, na wiosnę też się przyda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miód z cytryną i imbirem też piję, tzn. lubię ten napój i robię go sobie w większej ilości (w dzbanku). Z tym, że do napoju dodaję wywar z imbiru (10 min. na wolnym ogniu, takie tylko lekkie pyrkotanie wody).

      Usuń
  20. Kadzidełka uwielbiam ale... burza to tylko pod kocem ;) szczególnie ta na wsi, zdecydowanie ma inny wymiar niż burza w mieście. Mydełka, mazidła uwielbiam, a szczególnie fascynują mnie takie domowe mikstury samemu zrobione. No i dzikie zielskio, kwiaty,owoce lubię czasem pożreć mamrocząc podczas ich przygotowywania to kto wie może mam zadatki na czarownicę ;D
    Super taka mikstura! Ja ostatnio,, dla zdrowia,, pijam shota z kurkumy :)

    Ps.co do wpadania z wizytą na wiejskie ploteczki to oprócz braku czasu, zabiegania...skutecznie to dzisiaj utrudniają ( na wsi którą znam) elektryczne bramy i bramki zamknięte na na klucz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do kurkumy, przymierzałam się do tzw. złotego mleka, ale w końcu rozeszło się po kościach. Może jednak wrócę do tego tematu, skoro już mi przypomniałaś. O burzy na wsi i ja wspominałam - pod komentarzem Ariadny. Tam to dopiero burza pokazuje majestat. Tak, są bramki, to trochę duch naszych czasów... Nie załóż bramki z kluczem, to strach się bać. Łażą różni domokrążcy, w tym autentycznie - cyganie! Wszyscy nastawienie na łatwy zysk :-(

      Usuń
  21. Odkąd jestem na emeryturze żyję blisko przyrody. Te cechy czarownicy traktuję z przymrużeniem oka. Nie ubieram sie na czarno, czarny postarza. Ale kota mam czarnego :) I zbieram i uprawiam zioła :)No i "czytam" uczucia innych ludzi. A jednak w magię nie wierzę, bo jestem sceptyczką i racjonalistką. Ale fakt, zwierzęta do mnie lgną, a burze uwielbiam. I boleję nad tym, że ludzie (ogół) tak daleko odeszli od natury. Na pewno nie przyniesie to pożytku naszemu gatunkowi w dłuższej perspektywie. Ale nie warto martwić się tym, na co nie mam wpływu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że te cechy tak należy traktować :-) Kiedyś wpadły mi w oko. Marzę o ziołach własnoręcznie zebranych, ale na to poczekam do przeprowadzki na wieś, bo mieszkając w bloku i większość dnia spędzając w pracy, nie mam na to czasu. Też myślę, że nie warto martwić się tym, na co nie mamy wpływu, szkoda naszej energii, przyda się na coś innego.

      Usuń
  22. Z wielkim zdaniem przeczytałam posta, choć trafiłam na niego przez przypadek. Od wielu lat jestem zwolenniczką homeopatii. Coraz częściej marzę o mieszkaniu na wsi lub w małym miasteczku, bo choć życie w dużym mieście było korzystne w młodości, to na starość chciałoby się spokoju, zapachu roślin(nie parapetowych)i bezkarnego szczekania psów. Pozdrawiam, zapowiadając częstsze odwiedziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było podobnie. Kiedy byłam młodą dziewczyną, wieś wydawała mi się śmiertelnie nudnym miejscem. Zaczęłam marzyć o powrocie w okolicach 40-stki.Zadanie było ułatwione - mam tam dom, który dostałam od rodziców, tylko trochę go poprawię i będzie OK. Nie muszę niczego szukać czy zaczynać od początku. Już właściwie rozpoczęłam ten proces i gęba mi się śmieję na myśl, że niedługo pożegnam biurową robotę i mieszkanie w bloku. Co prawda z balkonem, ale takim, na którym zawsze wiatr urywa głowę. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  23. Świetny antybiotyk! Ja miałam w rodzinie czarownicę, ale taką prawdziwą - moja prababcia rzucała uroki na ludzi. Osobiście w to nie wierzę (nie popieram), ale...no własnie to ALE czasami mnie zastanawia.
    Co do natury i współżycia z nią...jak my możemy czerpać radość z natury widząc ją przez okno z 6 piętra naszego bloku. Ja mieszkam w domu, w małej miejscowości (mieście) ale mam dość hałasu i smrodu, marzę o peryferiach, działce kilkunastoarowej, hamaku, warzywniaku i świętym spokoju :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzucała uroki? To chyba parała się tzw. czarna magią, bo w tej "białej" takich rzeczy robić nie wolno... Rzeczywiście, trudno czerpać pełną radość z natury mieszkając na któymś tam piętrze w bloku, to jest po prostu trudne z praktycznego punktu widzenia, gdyż po powrocie z pracy (czy ze szkoły) zwykle mamy jeszcze domowe obowiązki, a na naturę zostaje weekend, o ile pogoda dopisze. Człowiekowi z bloku nie chce się wychodzić z mieszkania, kiedy brzydko na dworze. Tym bardziej,ze samo wyjście niczego nie załatwia, bo do jakiegoś spokojnego miejsca, gdzie nie huczą samochody, ze skrawkiem zieleni, mamy kilka kilometrów. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  24. Ja coraz częściej siegam po naturalne antybiotyki i widze ze coraz bardziej podoba mi się ten temat Chcialabym mieć wieksza wiedze aby starac się ratować to nasze zdrowia Może nie chciałabym mieć wiele do czynienia z wiedźmami i tego typu magia bo to zawsze magia która mi się raczej zle kojarzy ale natura i jej moc przemawia do mnie bardzo Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, wielu ludziom magia źle się kojarzy, a przecież w tym wszystkim najważniejsze jest, by nie szkodzić innym. Oczywiście, część "magików" pewnie chce szkodzić, ale gdzie jest tak, że wszyscy są idealni. Nawet w kościele: jeden ksiądz choć do serca przyłóż, a do drugiego lepiej się nie zbliżać. I tak w każdym przypadku. Myślę, że nic nie jest jednolicie dobre czy jednolicie złe.

      Usuń
  25. Moja babcia pije tę miksturę i rzeczywiście praktycznie nie choruje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie moja mama też świetnie się trzyma, tej zimy nie miała nawet kataru, więc to MUSI działać. A-ha, zapomniałabym... Kiedy już ze dwa tygodnie, a może nawet więcej, piłam miksturkę, koleżanka przyszła do pracy z gigantycznym katarem, kichała co chwila. I mnie nie zaraziła :-)

      Usuń
  26. Masz świętą rację, odejście od natury dużo nas kosztuje, problem ,że aby żyć musimy pracować i zarabiać i jak tu zarabiać , aby być blisko natury ?
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, często konieczność utrzymania siebie i rodziny, trzyma nas z dala od natury, od spokojnego życia. Nieraz ludzie tyle pracują, że nie mają kiedy iść na zakupy, a co dopiero do lasu, by poprzytulać sie do drzew i słuchać ptaków i samego siebie ;-)

      Usuń
  27. Znam bardzo dobrze ten przepis ;)
    Dawno moja babcia taką miksturę mi robiła jak byłam chora.

    OdpowiedzUsuń